Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poród. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 kwietnia 2013

:)

My tu gadu-gadu, a Cytryna właśnie dzisiaj kończy trzy tygodnie:)

Niestety, nie udało nam się dociągnąć do terminu, młoda postanowiła wyleźć cztery tygodnie wcześniej. Prawdopodobnie pobiła przy tym rekord prędkości - ledwo żeśmy zdążyli do szpitala:) Od odejścia wód i pierwszych skurczy do pojawienia się Cytryny "po właściwej stronie" minęły zaledwie dwie godziny. W sumie się cieszę, oszczędziło mi to sporo bólu, z drugiej jednak strony na porodówce było dosyć nerwowo, bo wokół mnie biegało pełno pielęgniarek, położnych, salowych i lekarzy, którzy próbowali w pół godziny wykonać wszystkie te czynności, na które zazwyczaj mają kilka ładnych godzin:) No i okazuje się, że jak poród krótki, to jednak swoje później w szpitalu trzeba odsiedzieć - Cytryna najpierw straciła sporo na wadze, a później wylądowała z żółtaczką w inkubatorze. Tak więc wypisali nas dopiero po tygodniu, święta przyszło spędzić nam w szpitalu:)

Ale po trzech tygodniach mamy już następujące osiągnięcia:

  • po ok. półtora tygodnia przysypiania przy jedzeniu i ogólnego niezainteresowania posiłkami, Cytryna stała się żarłoczna. Powiem więcej, stała się ŻARŁOCZNA :D 
  • w związku z powyższym, przybiera na wadze w tempie ekspresowym, nawet 80-100g dziennie:)
  • kupy też potrafi zrobić... spore:D
  • pozbyła się też pępka
  • zaliczyliśmy pierwsze wylegiwanie się na tarasie i pierwszy spacer. Uwielbia spać na powietrzu:)
  • a dzisiaj zaczęła podnosić główkę:)

Zdolną mamy córkę, nie? :)

sobota, 9 marca 2013

Z nogami w górze:)

Jeszcze w środę moim największym "okołocytrynowym" problemem był ten z nerwem kulszowym w prawej nodze. Z dnia na dzień autentycznie było coraz gorzej i w pewnym momencie miałam problem z przejściem do łazienki. O staniu na prawej nodze nie było mowy, ubranie spodni czy rajstop nagle stało się problemem, ba, bolało nawet schodzenie ze schodów ruchomych! Ale w środę pojechaliśmy na comiesięczną wizytę do pani, która prowadzi ciążę i okazało się, że Cytryna postanowiła matce ulżyć (albo też zaczęło jej się tam w środku nudzić) i skierować się ku wyjściu. No i zarządzono mi minimum dwa tygodnie leżenia, "bo jak nie, to w każdej chwili może pani urodzić". No to leżę. I zasysam. Wytrzymać musimy minimum te dwa tygodnie, później na upartego Cytryna może się już rodzić.

No i załapałam fobię, że jesteśmy totalnie nieprzygotowani. Bo torbę do szpitala można teoretycznie spakować w 10 minut, ja mogę rodzić w starym podkoszulku, no ale przecież nie mamy w co tej Cytryny później ubrać. Teoretycznie ubranka można kupić w każdej chwili, ale trzeba przecież jeszcze je poprać. Już miałam wizję, że w trybie nagłym jadę na porodówkę, a moją jedyną myślą jest ta, że ubranka niepoprane. Że odsyłam Dawida, żeby ubranka poprał. I że ja rodzę, a Dawid w mieszkaniu siedzi i patrzy jak się te wszystkie śpioszki suszą. Paranoja:) Tak mnie ta cała wizja zestresowała (a jak mam dużo wolnego czasu, to takie scenariusze same mi się w głowie tworzą), że dziś wysłałam Dawida do sklepu w celu nabycia podstawowego zestawu śpioszków w rozmiarze najmniejszym. Dawid załatwił całą sprawę w trybie ekspresowym (ze mną to by trwało chyba pięć razy dłużej:)). Zaraz będziemy nastawiać pralkę:)